poniedziałek, 7 września 2009

Warzywnie

Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka o lepieniu z modeliny.
Dotychczas technika ta kojarzyła mi się z przedszkolem, zresztą sama pamiętam, że modelinę miałam ostatni raz w rękach ponad dwadzieścia lat temu i razem z mamą zrobiłam jakąś broszkę, której potem nikt nie nosił...
Wspomniana książka zrobiła na mnie wielkie wrażenie: nie wiedziałam, że z modeliny można robić takie niesamowite rzeczy! Pogrzebałam w necie i okazało się, że jest cała masa stron na ten temat, gdzie ludzie prezentują biżuterię i inne rzeczy zrobione w tej technice.
Od razu oczywiście namnożyło mi się mnóstwo pomysłów. Zakupiłam 3 pudełka po 5zł i zaczęłam lepić.

Wniosek nr 1: coś mi mówiło, że ta modelina jest za tania... trzeba było posłuchać tego głosu

Wniosek nr 2: no more modeliny z Pruszkowa - dopiero jak już nie mogłam sobie z nią poradzić doczytałam w necie, że jest do bani... to fakt - jest do bani...

Wniosek nr 3: trzeba na jakiś czas odłożyć świetliste plany na modelinową biżuterię i przerzucić się na prostsze formy:


i tak powstała seria warzywek dla Ali, żeby mogła ugotować zupkę ;) Gotowała dziś całe rano :)

1 komentarz:

Ania pisze...

Śliczne - zdolniacha z Ciebie :D...nabrałam ochotę na lepienie...a dotarłaś do jakiejś modeliny - nie do bani???

Podobne wpisy

Wystąpił błąd w tym gadżecie.